Polsko-ukraińskie spory historyczne o Zbrodnię Wołyńską

Historycy polscy i ukraińscy spierają się o Zbrodnię Wołyńską. Niejednokrotnie nie ma zgody co do podstawowych faktów – takich jak np. liczba ofiar. W różny sposób opisywane i oceniane są motywy zarówno Polaków, jak Ukraińców. Polscy i ukraińscy autorzy inaczej wreszcie postrzegają wpływ Niemców i Sowietów na to, co w czasie II wojny światowej działo się na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Antypolskie wystąpienia podziemia banderowskiego w czasie II wojny światowej oraz wywołany przez nie w dużym stopniu polski odwet to bez wątpienia najkrwawszy okres w dziejach konfliktu polsko-ukraińskiego w latach 40. ubiegłego stulecia. Używamy pojęcia „konflikt”, gdyż w tym czasie mieliśmy do czynienia z ewidentnym polsko-ukraińskim antagonizmem i walką o ziemię toczoną między współobywatelami jednego państwa (II Rzeczypospolitej). Jest to jeden z terminów używanych do opisania tego, co się wydarzyło między Polakami a Ukraińcami w okresie wojny.

Pod nazwą kodową „antypolska akcja” sprawcy – Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów frakcja Stepana Bandery (OUN-B) oraz jej zbrojne ramię Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) – skrywali we własnych dokumentach planową eksterminację ludności polskiej. Banderowcy przeprowadzili ją w latach 1943–1945 na spornych terenach Wołynia, Galicji Wschodniej oraz południowo-wschodniej Lubelszczyzny (Chełmszczyzny), uznanych przez nich za „etnograficznie ukraińskie”. W polskiej historiografii do opisu tej zbrodni przyjęła się nazwa rzezi wołyńsko-galicyjskiej. Zachowujemy tę nazwę mając jednak na uwadze, iż w świetle prowadzonych badań „antypolska akcja” OUN-B i UPA zakończyła się na Chełmszczyźnie, która, jak wiadomo, nie była częścią Wołynia ani Galicji Wschodniej. Jak złożone jest to zagadnienie, świadczy chociażby aktualny stan polsko-ukraińskiej debaty historycznej na ten temat. Podgrzewa ją nieustannie równoległa dyskusja o charakterze publicystycznym, której często towarzyszą negatywne emocje. Echa tamtych tragicznych wydarzeń miały i nadal mają istotny wpływ na decyzje polityczne w Polsce i na Ukrainie, dotyczące kwestii upamiętniania ofiar, wpisując się w polsko-ukraiński konflikt pamięci.

Różnice w dyskursie historycznym

Polskich i ukraińskich historyków w podejściu do omawianego tematu różni przede wszystkim terminologia stosowana do jego opisania i oceny. Jak wspomniano, wydarzenia określane przez samych sprawców „antypolską akcją”, niektórzy ukraińscy historycy skłonni są dziś traktować jako fragment „drugiej wojny polsko-ukraińskiej 1942–1947”. W zamyśle zwolenników tej tezy miała ona być kontynuacją przegranej przez stronę ukraińską w latach 1918–1919 wojny z Polską o Lwów i Galicję Wschodnią. Niemniej badacze ukraińscy, którym bliższy jest wyważony osąd używają terminu tragedia wołyńska.

W ostatnich latach na wokandę polsko-ukraińskiej debaty historycznej raz jeszcze powróciły złożone zagadnienia dotyczące genezy i przebiegu „antypolskiej akcji” na Wołyniu. Ostatnio próbuje się nawet wracać do teorii o sowieckiej inspiracji antypolskich wystąpień OUN-B i UPA. Istotne miejsce w „nowym” na nie spojrzeniu prezentowanym przez niektórych historyków ukraińskich zajmują wcześniejsze wypadki na Chełmszczyźnie (od wiosny 1942 r. do przełomu 1942/1943 r.). Przede wszystkim wydarzenia powiązane z rozpoczętą przez Niemców pod koniec 1942 r. akcją kolonizacyjną na Zamojszczyźnie („Aktion in Zamosc”), w której wir została wciągnięta także część miejscowej ludności ukraińskiej.

Zdaniem części historyków ukraińskich zbrodnia wołyńska nie była początkiem „wojny” polsko-ukraińskiej, lecz co najmniej drugim jej etapem. Natomiast pierwsza faza mordów popełnionych tam na polskiej ludności (do wiosny 1943 r.) niekontrolowaną i nieinspirowaną przez OUN-B „wojną chłopską”, „buntem ludowym” („żakerią”). „Bunt” ten miał zostać wywołany przez „masy ukraińskich uchodźców” z Chełmszczyzny, które już na przełomie 1942/1943 r. docierały przez Bug na Wołyń wzmagając tam antypolskie nastroje wśród chłopów ukraińskich opowieściami o okropieństwach, jakich Polacy rzekomo dopuszczali się wobec Ukraińców na Chełmszczyźnie. W „wojnie chłopskiej”, która jakoby z początkiem 1943 r. rozgorzała na Wołyniu, liczba ofiar cywilnych po obu stronach miała być porównywalna. Jednocześnie kwestionuje się istnienie dokumentów podziemia banderowskiego, które potwierdzałyby planowy, zorganizowany i masowy charakter jego antypolskich wystąpień, i to nie tylko w odniesieniu do Wołynia i pierwszej połowy 1943 r. Przykładowo, kulminacyjną fazę „antypolskiej akcji” na Chełmszczyźnie z wiosny 1944 r. przedstawia się wyłącznie jako obronę konieczną miejscowej ludności ukraińskiej przed terrorem polskiego podziemia szalejącym tam ponoć nieprzerwanie od wiosny 1942 r. W ten oto sposób lansuje się tezy banderowskiej propagandy z końcowego okresu II wojny światowej o pierwszeństwie cierpień Ukraińców z Chełmszczyzny wobec cierpień Polaków z Wołynia. Po wojnie były one rozwijane z  powodzeniem przez emigracyjnych historyków ukraińskich powiązanych z OUN-B.

Większość polskich badaczy to, co wydarzyło się na Wołyniu, w Galicji Wschodniej i na Chełmszczyźnie nazywa zamiennie ludobójczą czystką etniczną, zbrodnią lub rzezią wołyńską (względnie wołyńsko-galicyjską), lub posługując się terminologią prawniczą określa je po prostu zbrodnią ludobójstwa. Niektórzy naukowcy skłonni są jednak używać kontrowersyjnego terminu tzw. genocidium atrox (ludobójstwo potworne). Uznając tym samym zbrodnie banderowców za „wyższe” pod względem okrucieństwa od ludobójstwa dokonanego przez nazistów czy stalinistów.

Geneza „antypolskiej akcji” OUN-B i UPA

Wydaje się, że u źródeł „antypolskiej akcji”, obok czynnika pośredniego – wielu błędów popełnionych w polityce wobec mniejszości ukraińskiej przez kolejne gabinety II RP, szczególnie w przededniu wojny (akcja polonizacyjna na Chełmszczyźnie i Wołyniu) – kluczowym była ideologia nacjonalizmu integralnego OUN (do 1939 r.), a z czasem fascynacja faszyzmem przez radykalny odłam organizacji (co najmniej do przełomu 1942/1943 r.). Bez wątpienia nałożyła się na nie polityka narodowościowa Sowietów i Niemców (1939–1942) na okupowanych południowo-wschodnich ziemiach II RP, to znaczy doświadczenia sowieckich deportacji (1940–1941) oraz zagłady ludności żydowskiej dokonywanej metodycznie przez nazistów (przy współudziale części Ukraińców) od lata 1941 r. Wszystko to sprawiło, iż banderowcy uznali, że w ten właśnie sposób – na wzór „wielkich państw” totalitarnych – można z powodzeniem rozwiązywać problemy narodowościowe stojące na przeszkodzie w dziele budowy narodowo-radykalnego państwa ukraińskiego. Nie zmieniły tego usilne starania podejmowane przez OUN-B w końcowym okresie wojny i w pierwszych latach po jej zakończeniu zmierzające do zatarcia śladów popełnionej zbrodni na ludności polskiej oraz służące „demokratyzowaniu” organizacji poprzez utworzoną w tym celu platformę polityczną – Ukraińską Główną Radę Wyzwoleńczą (UHWR). W ten sposób chciano najpewniej uniknąć kompromitacji w oczach Zachodu, w którym już od 1943 r. widziano potencjalnego sprzymierzeńca w walce z ZSRR o niepodległe państwo ukraińskie zjednoczone w granicach wszystkich „ziem etnograficznych”.

Istota „antypolskiej akcji”

Niezależnie od różnic w podejściu do omawianego zagadnienia polscy historycy są zgodni, że „antypolska akcja” nie miała nic wspólnego z „wojną” polsko-ukraińską. A to z tej przyczyny, iż głównym jej celem było wymordowanie na niektórych spornych terenach całej ludności polskiej, bez względu na płeć i wiek (Wołyń, od początku 1943 r. do przełomu 1943/1944 r.). W łagodniejszym wariancie (Galicja Wschodnia, Chełmszczyzna od lata 1943 r. do wiosny 1945 r.), zabicie „tylko” części Polaków (głównie mężczyzn) oraz wypędzenie pozostałych z ziem uznawanych przez OUN-B za integralną część przyszłego państwa ukraińskiego. Choć i od tej reguły często odstępowano, co potwierdzają źródła ukraińskie.

„Wojną” nie była też konfrontacja zbrojna UPA z polskim podziemiem – Armią Krajową (AK) i Batalionami Chłopskimi (BCh). Charakter wojny partyzanckiej miały jedynie intensywne walki oddziałów 27. WDP AK z partyzantką UPA na Wołyniu, prowadzone od stycznia do marca 1944 r. w celu „oczyszczenia” z wrogiej – w ocenie polskiej konspiracji – partyzantki obszaru operacyjnego przed przystąpieniem do realizacji planu „Burza”, to znaczy przed rozpoczęciem walk z Niemcami. Podobny charakter i porównywalną skalę miały również starcia AK z UNS-UPA na Chełmszczyźnie trwające od drugiej połowy marca do lipca 1944 r. Podczas obu tych działań dochodziło do zbrodni na cywilach ukraińskich zamieszkujących wsie uznane za bazy banderowskiej partyzantki. Należy jednak wyraźnie podkreślić, że na Wołyniu, co najmniej do lipca 1943 r., kiedy zaczęto organizować pierwsze oddziały partyzanckie, siły AK były zbyt słabe, aby skutecznie bronić polską ludność przed atakami ukraińskimi. Do tego na tym tle dochodziły spory pomiędzy wojskowymi i cywilnymi strukturami tamtejszego polskiego podziemia.

Ramy chronologiczne

Za początek „antypolskiej akcji” banderowskiego podziemia polscy historycy uznają pierwszy grupowy mord (na co najmniej 155 Polakach) dokonany 9 lutego 1943 r. przez sotnię UPA Hryhorija Perehiniaka „Dowbeszki-Korobki” w kolonii Parośla I na Wołyniu. Ostatni jej akord łączą natomiast z wypadkami, które rozegrały się 18 maja 1945 r. we wsiach Radków, Łachowce, Rzeplin, Borodyca na Chełmszczyźnie oraz w ich najbliższej okolicy. Wówczas to sotnia UPA „Wowky” zamordowała kilkudziesięciu polskich cywilów. Co istotne, wspomniane wydarzenia miały miejsce w przeddzień zawarcia na Chełmszczyźnie przez OUN-B i UPA rozejmu z podziemiem poakowskim.

Polski odwet

Zagadnieniem, które wywołuje sporo kontrowersji przede wszystkim w polskim środowisku naukowym jest geneza i ocena akcji odwetowych polskiego podziemia wobec Ukraińców. Ich ofiarą w latach 1943–1945 byli w większości ukraińscy cywile. Niemniej polscy historycy zgodni są co do jednego, iż w żadnym wypadku nie należy stawiać znaku równości między nierzadko krwawym polskim odwetem a odgórnie zaplanowaną i kierowaną przez OUN-B akcją eksterminacyjną ludności polskiej. Odwet polskiego podziemia i samoobron był podyktowany najczęściej koniecznością ochrony polskiej ludności przed atakami Ukraińców. Niekiedy sprowadzał się też do wymierzenia ślepej zemsty. Z czasem, wskutek eskalacji zdarzeń, wypływał z instrukcji wyższego dowództwa (Komendy Głównej AK) nakazujących przeprowadzanie szerszych akcji terrorystycznych (jak w dokumentach AK określano działania odwetowe) z zastosowaniem zasady odpowiedzialności zbiorowej w stosunku do wrogiej ludności (np. na przedwiośniu 1944 r. na Chełmszczyźnie). Jednak tym, co różniło akcje odwetowe strony polskiej od „antypolskich akcji” OUN-B i UPA były przede wszystkim intencje oraz nieporównywalnie mniejsza skala.

Niestety, przeszkodę w merytorycznym dyskursie na ten temat stanowią próby deprecjonowania cierpień Ukraińców lub ewentualnie usprawiedliwiania ich tzw. wyższą koniecznością, podejmowane przez część bezpośrednich polskich uczestników tamtych wydarzeń oraz tzw. środowiska kresowo-narodowe. Przykładowo chłopów ukraińskich zabitych w końcowym okresie okupacji niemieckiej przez AK i BCh w Hrubieszowskim (sprawa Sahrynia) określa się z reguły jako przypadkowe ofiary poniesione „od kul zabłąkanych”. Podobne zabiegi czyni się w przypadku antyukraińskich wystąpień oddziałów polskiej partyzantki nacjonalistycznej (Narodowych Sił Zbrojnych – NSZ) odnotowywanych na wschodniej Lubelszczyźnie po lipcu 1944  r. Na przykład doszukując się teorii spiskowych (m.in. inspiracji, czy też sprawstwa sowieckiego lub polskich komunistów) próbuje się zdejmować z NSZ odium winy za zbrodnie popełnione przez tę organizację na ludności ukraińskiej (sprawa Wierzchowin).

Bilans ofiar (1943–1945)

Według ostrożnych szacunków strony polskiej w czasie „antypolskiej akcji” OUN-B i UPA (od początku 1943 r. do połowy 1945 r.) zostało zabitych ogółem ok. 100 tys. Polaków (40-60 tys. na Wołyniu, 30-40 tys. w Galicji Wschodniej, co najmniej 4 tys. na ziemiach dzisiejszej Polski, w tym do 2 tys. na Chełmszczyźnie). Następnych co najmniej 485 tys. Polaków (125 tys. z Wołynia, 300 tys. z Galicji Wschodniej, 60 tys. z Chełmszczyzny) partyzantka ukraińska zmusiła pod groźbą śmierci do ucieczki najpierw za Bug, a później także za Sołokiję i Huczwę. W tym czasie wskutek polskiego odwetu zginęło najprawdopodobniej ok. 10-12 tys. Ukraińców (2-3 tys. na Wołyniu, 1-2 tys. w Galicji Wschodniej, 6-8 tys. na ziemiach dzisiejszej Polski, z czego 2,5 tys. na Chełmszczyźnie). Do powyższych danych nie wlicza się Ukraińców zabitych na Wołyniu przez polską policję pomocniczą na służbie niemieckiej, podobnie jak Polaków, którzy w Generalnym Gubernatorstwie (GG) zginęli z ręki ukraińskiej policji pomocniczej na służbie niemieckiej czy żołnierzy dywizji SS „Galizien”, uznając to za straty zadane przez okupanta. Także blisko 20 tys. Ukraińców (z Chełmszczyzny) na przedwiośniu i wiosną 1944 r. w obawie przed polskim podziemiem porzuciło swoje domostwa.

Według historiografii ukraińskiej liczba Ukraińców zabitych przez Polaków była wyższa od podawanej przez stronę polską, a straty polskie zadane przez Ukraińców dużo niższe. W pierwszym przypadku wynika to z faktu doliczania do strat ukraińskich 7-8 tys. chłopów, którzy zostali zabici głównie na Wołyniu przez polską policję pomocniczą na służbie niemieckiej oraz operujące tam oddziały „polskich (tj.komunistycznych) i sowieckich partyzantów”. W drugim przypadku historycy ukraińscy powołują się na najniższe wartości podawane przez polskich badaczy. Stąd też szacują, że od końca 1942 r. do początku 1945 r. z polskiej ręki życie straciło 17-24 tys. Ukraińców (10-12 tys. na Wołyniu, Polesiu, w Beresteckim, 3-5 tys. w Galicji Wschodniej, 4-7 tys. na Chełmszczyźnie, z czego do 4 tys. w Hrubieszowskim). W prezentowanym ujęciu straty polskie to ok. 40-60 tys. zabitych, z czego od 23-24 tys. do 35-40 tys. na Wołyniu, 15-20 tys. w Galicji Wschodniej; w wyliczeniach ukraińskich w ogóle nie uwzględnia się Polaków zabitych na Chełmszczyźnie.

do góry